Spływy kajakowe, wyprawy

 

Jachtem po Noteci, maj 2013- relacja.

Rzadko udaje się, by zaplanowany urlop udał się w stu procentach. Nam się to udało w każdym calu! Czterech przyjaciół z Kostrzyna nad Odrą chciało spędzić kilka dni w ciszy, spokoju, zdala od gwaru miasta, tłumów ludzi i kłębów spalin. Od razu kiedy zadzwonił do mnie Jacek, wiedziałem, że będzie to mój jeden z najlepszych wypadów w życiu. Czterech facetów, bez żon, zdala od obowiązków i przyziemnych spraw. To musiało sie udać. I tak właśnie było.

Dzięki firmie Ravelion wynajęliśmy piękny jacht motorowy, który robi wrażenie nie tylko z zewnątrz, ale i w środku. Pięć wygodnych łóżek, lodówka, kuchenka gazowa, toaleta, dobrze nagłośnione radio, stolik czego więcej potrzeba? Jednak cała frajda zaczynała sie na pokładzie łodzi. Mamy tam sporo miejsca nawet dla 6-7 osób. Gra w szachy, lub w karty na świerzym powietrzu popijając zimne piwko, sporo miejsca na leżakowanie, z każdą minutą zmieniające się widoki, przepiękne noteckie krajobrazy, cisza i tylko pomruk silnika naszej łajbki. Trudno to sobie wyobrazić, a co dopiero tego uświadczyć. Naszą przygodę zaczęliśmy w Czarnkowie, który nota bene wywarł na nas bardzo pozytywne, wręcz zaskakujące wrażenie. Nowa Marina piękna w każdym szczególe - nowe, pachnące toalety, wi-fi i czystość tym teraz charakteryzuje się czarnkowska przystań. Samo miasteczko też bardzo ładne, wąskie uliczki, spokój, piękny kameralny rynek i czarnkowski browar z bardzo dobrym regionalnym piwem. O 7 rano następnego dnia byliśmy już na nogach. Plan był dość napięty. W dwa dni chcieliśmy dopłynąć do Bydgoszczy, a po kolejnych trzech chcieliśmy już pływać po jeziorze Gopło w okolicach Kruszwicy. Szybkie śniadanie na pokładzie i wyruszyliśmy w rejs pełen przygód. Pierwsze kilometry naszej podróży upłynęły nam w ciszy i spokoju. Piękna bezchmurna pogoda, lekki wiaterek, śpiew ptaków i towarzyszące nam łabędzie. Staraliśy się płynąć stałą prędkością 9km/h. Tutaj nic nikogo nie goni, każdy ma na wszystko czas, każdy może porozmawiać na każdy temat, zapewne zgranie ekipy też ma na to wszystko duży wpływ. Czas na jachcie płynie spokojnym tempem, każdy z nas miał ten luz psychiczny potrzebny każdemu urlopowiczowi. Po kilku godzinach dopłynęliśmy do pierwszej śluzy. Śluzowanie było dla mnie rzeczą zupełnie nową. Jak się później okazało była to nieodłaczna część naszej podróży. W sumie mieliśmy około 20 śluzowań, od malutkich - pięknych, zabytkowych śluz 2-3 metrowych, po znacznie większe 7 metrowe. Wrażenia, kiedy po wpłynięciu do śluzy nasz stateczek podnosił sie 7 metrów do góry są niesamowite. To trzeba przeżyć samemu. Od razu muszę zaznaczyć, że ludzie obsługujący śluzy byli przesympatyczni. Można było na każdej śluzie porozmawiać, dowiedzieć się kilku ciekawostek na temat pracy, danego regionu, jak aktualnie wygląda transport wodny w tamtych regionach itd.

Nie będę opisywał naszej całej podróży, każdy powinien przeżyć coś takiego na swój sposób. Mogę jedynie zagwarantować, że taki rodzaj spędzenia urlopu, na długo wejdzie każdemu w pamięć. My mieliśmy to szczęście, że mimo dość wczesnej pory roku (początek maja) pogoda nas wręcz rozpieszczała. Upalne dni z bezchmurnym niebem, przepiękne nocne burze, wspaniałe różowe zachody słońca. Mogliśmy pozwiedzać wspaniałe kujawskie rejony, jednego dnia mogliśmy bawić się całą noc w Bydgoszczy, by drugiego nocować już nad pięknym jeziorem zdala od ludzi. Łowienie ryb na środku jeziora, ogniska, grillowanie, zacięte batalie w karty i niekończące się dyskusje na wszelakie tematu, wszystko to połączone z pięknem natury dało każdemu z nas masę wspaniałych wspomnień. Z całą pewnością nie był to nasz ostatni rejs, każdy, kto raz coś takiego przeżyje na pewno powróci na pokład jachtu nie raz i nie dwa.